![]() Utwórz swoją wizytówkę
Visit international version of my blog (in English) elvispua.blogspot.com Podoba się Tobie mój blog? Daj Twojego plusa (albo minusa ;-)), zagłosuj w rankingach najlepszych blogow: -Betonblog: kliknij tutaj
|
Blog > Komentarze do wpisu
[FR] Prezener, biznesmen czy PUA, czli sława, kasa czy emocje? -cz.2
Dziś na blogu obszerny fragment kolejnego z moich field raportów. Pełna treśc FR jest dostępna na naszym forum ( www.uwodzeniekobiet.fora.pl , w FR PUA Best Of- dostęp dla EF Members). To dośc stary FR- kiedys zamieścilem na blogu fragmenty pierwszej częsci tego raportu (znajdziecie go tutaj: http://uwodzenie.blox.pl/2008/03/FR-Prezener-biznesmen-czy-PUA-czli-slawa-kasa-czy.html -nowym czytelnikom bloga sugeruję najpierw kliknięcie na ten link i przeczytanie pierwszej częsci- chronologicznie :). Druga częśc była dostępna dotychczas tylko na forum, a dzis umieszczam ją także na blogu- tym razem niemal w całości, wyciąłem tylko jeden interesujący fragment, który jest w pełnej wersji FR'a na forum. Zapraszam do lektury. OK, obiecana druga częśc raportu: Heh, pewnie oczekujecie dlugiej i interesującej walki na amog-destroyery, odzywki, ramy czy inne cuda. Rzeczywistosc nie była jednak tak skomplikowana, jak się wydawało :). Najwieksza "walka" toczyła sie w glowie HB, a nie miedzy nami. Gdy HB byla w toalecie, zaczałem gadac z jej narzeczonym. Okazal sie w sumie sympatycznym facetem. Choc podchodzil do mnie nieufnie (nic dziwnego- nieznajomy facet, w ktorego jego narzeczona byla wpatrzona), to dosc latwo nawiazalem z nim kontakt. Gdy HB wrocila z toalety, gadalismy w trojke. Rzucilem nawet narzeczonemu kilka komplementow- nie, to nie bylo ironiczne AMOG-destroyowanie, mowil madrze (na tematy branzowe), wiec go za to pochwalilem. Pozniej jednak skierował rozmowe na temat swojej narzeczonej. Komplementował ją, zaczal opowiadac o obraczkach, (szuka takich, ktore beda najbardziej odpowiednie- chcał pewnie przez to podkreslic, ze jest z nia zwiazany powaznie), o prezentach, ktore kupuje HB- ona sluchala tego z wyraznym znurzeniem, dajac mi do zrozumienia, ze wolalaby, zeby teraz w tej rozmowie braly udzial dwie, zamiast trzech osob. Slusznie komus z Was narzeczony skojarzył się z Misiem. Wyczulem, ze dziewczyna "tkwi" w tym zwiazku troche z wygody, troche z przyzwyczajenia, moze przywiązania, a on utrzymuje ją przy sobie m.in. prezentami. Pewnie go na swoj sposób nawet kocha, ale z pewnością nie było między nimi tej "iskry", która powinna byc w kazdym zwiazku (nawet z wieloletnim stazem). Misio musial isc pogadac z kims waznym, wiec znow zostalem z HB. Przy stoliku siedzial nadal Prezenter, ktory staral sie teraz blyszczec- skupial na sobie uwage 2 dziewczyn, ktore sie dosiadly (chyba 1 z ich firmy, druga nie). "Moja" HB nie zwracala jednak na niego uwagi, a nawet naśmiewała się troszkę z niego. Kompletnie nie byla nim zainteresowana. Po raz kolejny przekonalem sie (dobrze, ze tym razem na cudzych bledach, a nie na swoich ;-)) , ze social proof to nie wszystko i- jesli nie potrafimy z niego odpowiednio korzystac- to nic nam nie da. Facet, ktory wystepuje czesto na ekranie, ma na starcie SP- ale w rzeczywistosci wcale nie byl ciekawa nagroda, tylko "nadętym, nudnym bufonem", jak okresliła go HB. Ja mialem tego wieczoru niewielki SP- prawie nikogo w klubie nie znalem, jak wspomnialem, nie bylo tez specjalnie interesujacych HB, ktore moglby podbic mi SP. Przypuszczam, ze na HB alergicznie zadziałało zachowanie Prezentera- jesli ktos jest znany, nie powinien tego ostentacyjnie podkreslac. To oznaka braku pewnosci siebie i ukrytych kompleksow. W kazdym razie znow mialem na sobie pełną uwagę HB. Kontynuowalismy rozmowe na podobne tematy, co wczesniej, znow oddzielajac sie od reszty grupy (tzn. oddzielajac w rozmowie, bo nadal siedzielismy przy tym samym stoliku). Rozmowa miala jednak troche nizszy poziom emocji niz wczesniej (bylo tez mniej kino, mniej podtekstow)- udzielił się jej wpływ narzeczonego i gdzies w głowie zapalila się lampka "hej, 7lat vs.2 godziny, co ja robię". Powoli zaczynala wycofywac sie z propozycji wymiany lekcji "masaz za taniec". Nie musiała zresztą mówic wiele wprost- jej postawa, zachowanie, samo mówilo "chcę, ale się boję". Tu jedna uwaga- wracając do tych samych (lub podobnych) tematów- choc było ich wiele- stanąłem w miejscu. A kto stoi w miejscu, ten się cofa. Dlatego teraz podobna w sumie rozmowa nie działała na nią tak mocno. Mialem ciagle u niej wielki attract, ale co oczywiste, narzeczony mial lepszy rapport. Nie da sie w kilkanascie czy kilkadziesiat minut wytworzyc rapportu, ktore konkurowałby z rapportem 7-letnim. Nie tędy droga. Bedac tego swiadomy, nie probowalem na siłe zaglebiac sie w comfort- poszedlem w inna strone: zamiast probwac przekonac ją ze mamy lepsze connection niz ona i jej Mis (bo nie mamy), zwrocilem jej uwage na cos innego- [ jeśli chcesz się dowiedziec, jak zmieniłem ramy rozmowy, by znów ją zafascynowac- zapraszam do rejestracji na forum www.uwodzeniekobiet.fora.pl i lektury pełnej wersji FR'a :) ] ...To był klucz, bo znow zaczela bardziej sie otwierac. "Dobra strona" ;) Elvisa podpowiadała mi jednak, że jej ewentualny, emocjonalny wyskok moze sporo zepsuc w ich relacjach. To nie była dziewczyna, która z wyrachowaniem zdradza Misia (sądze, ze byla mu dotychczas wierna)- czulem, jak ze soba walczy i pomimo duzego poziomu emocji stara sie nie poddac zapomnieniu i nie wylaczac calkiem resztek logicznego myslenia. Moglem probowac to przełamac, ale w tym momencie- nie chcialem. Zawsze wychodze z zalozenia, ze chociaz PU jest swietna zabawa, to jednak posiadając pewne umiejętności, mozna latwo kogos skrzywdzic. Nie wiem, moze jestem jakis staroswiecki ;), ale dla mnie od spontanicznego seksu w toalecie wazniejsze jest, zebym mogl rano spojrzec jak codziennie w lustro i zobaczyc tam odbicie, ktorego nie musze sie wstydzic. Narzeczony wrocil do stolika. Chwile jeszcze porozmawialismy i razem z kolega opuscilismy stolik. Kiedy odchodzilismy od stolika, zauwazylem pewne zmartwienie rysujace sie na twarzy HB- czy on odchodzi? powiedzialam cos nie tak? czemu nie probowal nawiazac zadnego kontaktu? (nie wzialem od niej nawet nr tel). Przeszlismy sie jeszcze na parkiet (nadal zadnych zbytnio ciekawych targetow) i powoli zbieralismy sie do wyjscia... Z daleka zauwazylem, ze HB siedzi wprawdzie przytulona do swojego Narzeczonego, ale jakas smutna... Zawiedzeni, ze akcja dobiega do konca? No to Was chyba znow zaskocze :). Jak wiecie, uwielbiam tanczyc. Odpowiednia muzyka (w szczegolnosci w polaczeniu z odpowiednimi HB :-)) wywoluje we mnie niesamowitego powera i emocje. Przez ostatnie pol godziny (tzn. koncowka naszego siedzenia przy stoliku i odejscie od niego) bylo kilka slabszych kawalkow, nie w moim klimacie, dlatego nie tanczylem i bylem nieco... hmm, uspiony ;-). Juz zbieralismy sie do wyjscia, podchodzilismy do szatni, kiedy DJ puscil jedna z moich ulubionych piosenek. Znow obudzil sie we mnie instynkt zdobywcy :D. Zostawilem zdziwionego kolege przy szatni i powiedzialem, ze musze jeszcze cos zrobic. Pewnym krokiem wrocilem do tamtego stolika. Spojrzalem namietnie na moją HB, ignorując kompletnie całą resztę towarzystwa, łącznie z Narzeczonym, Prezenterem i Szefem... ...Nie powiedzialem ani jednego słowa, zdecydowanym ruchem wyciagnalem do niej rękę... (ona siedziala w glebi, na srodku- przypominam, ze kanapa przy stoliku byla polokragla, miala ksztalt litery U, ciezko byloby jej sie przecisnac, wszyscy musieliby wstac). ...Moje emocje tak bardzo sie jej udzieliły, ze w tym momencie nie istniał dla niej Narzeczony (nie wspominajac nawet o Prezenterze czy ich calym otoczeniu, wspolpracownikach, itp.) ... ...W tej swojej seksownej spodniczce, w tych butach na wysokim obcasie, trzymajac mnie za reke, po prostu wyskoczyła z tego stolika prosto w moje ramiona- idac po stoliku i po kanapie, przeskakujac przez jej dosc wysokie oparcie, ukazujac mi przy okazji swoja zmyslowa bielizne... ...Prawie caly czas utrzymywalem EC z nia- na chwile tylko spojrzalem na miny wszystkich pozostalych osob przy stoliku. To bylo piękne :-). A, i na jej czerwoną bieliznę, o czym wspomnialem wyzej- to tez bylo piękne ;). Bez slowa, trzymając ją mocno za rękę, prowadzilem ją na parkiet. Zaczelismy zmyslowo tanczyc. Tanczylismy z brzegu parkietu. Po niedlugim czasie z boku, przy parkiecie, pojawil sie... Narzeczony. Stał i patrzył na nas z nietęgą miną. Wtedy ona chwyciła mnie mocniej za rękę i poszlismy w głąb parkietu- tak, zeby nie mogl nas "podgladac". W tancu bylo mnostwo kino, ale nie zaczelismy sie calowac- bawilem sie z nia w push&pull, przyciagalem jej usta do siebie i w ostatniej chwili-odpychałem. Niesamowicie ją kręciła ta gra. Drżała z rozkoszy pod wpływem mojego dotyku... Było oczywiscie moje firmowe DDT ;). Nie pamietam, jak dlugo tanczylismy. Moze byly to 3 piosenki, moze 5, moze 7. O ile pierwszu utwor byl mi potrzebny do "rozbudzenia", kolejne nie maly juz znaczenia- mielismy "swoj swiat", tanczylismy kompletnie nie do tej muzyki (to tez daje niesamowity efekt). W takim momencie, mając rozpaloną HB na parkiecie... pozegnalem sie z nią :). Bo chociaz obudzily sie moje emocje, moj cel pozostal taki sam- nie chcialem sie z nią tej nocy przespac. Czulem sie z tym swietnie- zrobilem dosc brawurowa akcje, a w dodatku czulem, ze w jakis sposob spelnilem jej ukryte pragnienia- o meskim zdobywcy, ktory choc na moment wyciagnie ją z jej świata. Da jej chwile emocji i zapomnienia, ale jednoczesnie nie spowoduje negatywnych konsekwencji dla jej zwiazku- w ktorym, w gruncie rzeczy, jest jej dobrze- bo choc pragnie czasem czegos szalonego, to jednak przede wszystkim ceni sobie stabilizacje i bezpieczenstwo- nawet, jesli byloby nieco "nudne". Wyszeptala, czy sie jeszcze spotkamy. Odparlem, ze czas pokaze. Dala mi swoje namiary. Pocalowalem ją tylko w policzek. Pozegnalem sie tez z... jej narzeczonym, ktory stal caly czas obok parkietu ;) Co zatem wygrało? Sława, kasa czy emocje? Pozostawie to pytanie retorycznym- kazdy z Was moze sam sobie na nie odpowiedziec i wyciągnąc wnioski :) A co do meet-close... To potrzymam Was w niepewnosci... ;) Zapraszam do lektury i komentowania pełnej wersji raportu na forum. Pozdrawiam, środa, 07 maja 2008, uwodzenie
TrackBack
|